poniedziałek, 13 lipca 2009

Gdzie są moje pedały?

Bilans dnia. Wciąż jesteśmy na bezrobociu. Zajebali mi rower. Mamy tu rozkminę, czy to jakieś porachunki z lokalnym gangiem kebabów, czy po prostu ktoś z milionów rowerów w tym mieście wybrał akurat przecięcie mojego łańcucha, chroniącego mojego złoma.
Na dodatek Marysia znalazła nóżkę od roweru odciętą w koszyku. Brr. Może ktoś się oparł i odłamała się, to wrzucił, może...
Może to jednak afryka, albo chiny, albo rodacy, może...

W każdym razie, oprócz mistrzowskich biesiad z Pio-Piem, zbieramy w tym mieście cięgi. :P

Ostatecznie udało mi się znaleźć pośpiesznie nowy rower. Zamiast Amsterdama jest kolażówka z turbo kołem, czyli tylnym kółkiem przekręconym z jakiegoś przerdzewiałego grata.

Byliśmy dziś na Christianii, i rzeczywiście wszyscy tam są najarani. Młodzież wychowana w dobrobycie potrzebuje dreszczyku życia lumpenploretariatu.

Jutro mam rozmowę biznesową o 9tej rano, biznesowe śniadanie, mam nadzieję że mój interlokutor stawia, albo, że się zwróci :P

No ty tyle. Słuchamy Kazika, kraje południowe takie jak Polska i Liban rządzą -- tak żeśmy się dogadali z Abdelem z dołu.

1 komentarz: