piątek, 10 lipca 2009

Z Kopenhagi migawki


Codziennymi trasami przecinamy Kopenhagę, znamy jej przekroje:
przekrój kawiarniany, przekrój rowerowo-złomowy, itp. Nie zagłębiliśmy się jeszcze w to miasto, rozpięliśmy dopiero stelaż mostów, płotów, róż przy odrzwiach kamienic.

Jeździmy rowerami po mieście. Wszyscy jeżdżą po wszędobylskich ścieżkach. Rowery zabraliśmy z ulicy - po dopieszczeniu tych sflaczałych i nadgryzionych rdzą gratów nie ma się co wstydzić. One man's trash is another man's treasure, głosi graffiti z wysokiej ściany stojącej przy Nørrebrogade kamienicy.



Ulica ta biegnie wzdłuż cmentarza, gdzie sztywny leży Søren Kierkegaard, i pełna jest kolorowych, głównie muzułmanów - z tego co mi wiadomo - w większości z Afganistanu i okolic. Część kobiet w chustach, część nie, starczy, że każdy warzywniak w tym mieście czy kiosk jest prowadzony przez ``Abdela''.
We cook your meals, we haul your trash, we connect your calls, we drive your ambulances. We guard you while you sleep.
Między nimi jednak śmigają blond panienki i panowie, one - mało wyraziste, smukłe, lecz nie kształtne, w powłóczystych beżach, bielach, czerniach. Bez akcentu, bez smaku. Oni - bardzo przystojni.
Duńczycy są serdeczni, pogodni, dobrze mówią po angielsku. Życie
płynie spokojnie, ma się wrażenie, że codzień jest tu sobota. Życie jest tu dobre. Pogoda jak nad bałtykiem - słońce, wiatr, chmury, czasem deszcz. Nawet w urzędach - pusto, żadnych okienek, tylko otwarte przestrzenie, kolorowe ściany i meble, oraz automat z kawą i herbatą. Nie ma wrzasków ni kłótni, a uśmiechnięci urzędnicy kręcą się wokół szukając petentów, którym mogliby pomóc...

My natomiast pytamy o pracę. Trochę osobiście, trochę przez internet. Ja bym chciał zrobić jakiś użytek z mojego dyplomu, w końcu to moja krwawica. Coś tam mamy już nagrane, jednak to jeszcze nic pewnego, więc szukamy dalej, ulica po ilicy.

Nie jesteśmy jednak tak szybcy jak ci chińczycy, co zbierają puszki i butelki na kaucję, są naprawdę dobrzy. Przemykają się zaułkami i parkami, gdzie młodzi, piękni i bogaci bawią się, bawią, bawią.



A my nie jesteśmy gorsi i biesiadujemy, biesiadujemy, biesiadujemy, bo mamy taki interes z lokalnym Abdelem, że bierzemy to, czego oni nie chcą już sprzedawać. To niesamowite, i le dobrego jedzenia się marnuje. Warzyw i owoców mamy wbród - dżemy robimy i sosy, chleb będziemy piec.

Nastrój nasz czasem trochę stłamszony, jak te arabskie dary; czasem jędrni a czasem, jak pomidory poobijani i zmiękli, lub nawet jak te owoce o twardszych skórkach -- zaczynamy gnić i schnąć w środku. I tak sobie tu żyjemy, raz weseli bardziej raz mniej, jak zawsze na wyprawie - góra, dołek, dołek, góra.

Myślę sobie jednak, że już zaraz się wszystko ustatkuje, i wtedy będzie praca i balanga, balanga i praca :-)

3 komentarze:

  1. :)) super zdjęcie! Trzymam za Was kciuki no i mam nadzieję że już wkótce będzie więcej górek niż dołków. Ja też wytrwale szukam lokum w Paryżu ale jak do tej pory, gdy znajduję jakąś sensowną ofertę - nie dostaję odpowiedzi na maila;/ a wydawałoby się że proszę o tak niewiele:pokoik gdzieś w pobliżu szkoły. W poniedziałek wyjeżdzam nad morze, więc ideałem byłoby załatwić już coś przed. Pozdrawiam Was serdecznie. buziaczki!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Stary, a moze z tym dyplomem uderz do jakiejs korporacji ;). NAjlepiej miedzynarodowej, bo wtedy zalatwilbys sobie delegacje do Porto, a potem do Warszawy -- mete, fure i wyzywienie mialbys wtedy za darmo, hehe. Zapodaj numer do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. A zapomnialem powiedziec -- moja korporacja zorganizowala nad Zalewem Zegrzynskim szkolenie o finezyjnej nazwie "Advanced Team Builing -- Creating High-Performing Team". Abstrahujac od sloganow jakimi bylem tam indoktrynowany, punktem kulminacyjnym byl "konstruktywny feedback" dla szefa. Mielismy mu po kolei mowic co nam sie w nim "podoba", chyba ze komus sie cos nie podoba, wtedy tez mogl to powiedziec. Oczywiscie wszyscy mowili jaki on jest zajebisty. Zgodnie ze swoim konformistycznym usposobieniem tez mialem tak postapic, jednak pomyslalem, ze jesli mu teraz nie powiem wszystkiego co o nim mysle, to strace moralne prawo do narzekania. Bycie w zgodzie z samym soba jest jednak wspanialym uczuciem...

    Zyczylbym Wam rychlego znalezienia pracy, lecz prawde powiedziawszy nie jestem przekonany, czy uczyni Was to szczesliwymi.

    Pzdr

    OdpowiedzUsuń